Ten dzień to nieoficjalne, ale jakże potrzebne święto dla wszystkich, którzy przeżyli świąteczny maraton. Choć nie znajdziemy go w żadnym kalendarzu kościelnym czy państwowym, 27 grudnia naturalnie stał się dniem wytchnienia po intensywnych przygotowaniach i obchodach Bożego Narodzenia.
Historia tego "święta" sięga prawdopodobnie momentu, gdy pierwszy człowiek po świętach spojrzał na góry naczyń, resztki potraw i pomarszczone opakowania po prezentach, westchnął głęboko i pomyślał: "potrzebuję przerwy". W Polsce szczególnie ma to sens - po dniach spędzonych na przygotowywaniu dwunastu potraw wigilijnych, trzech dniach świątecznych wizyt u rodziny i niekończących się rozmowach o polityce przy stole, organizm domaga się regeneracji.
Obchodzi się go najczęściej w piżamie, z kubkiem herbaty i serialem na włączonym głośno telewizorze. Tradycyjne rytuały to: zjadanie resztek z lodówki prosto z naczynia, ignorowanie dzwoniącej komórki i udawanie, że świat zewnętrzny nie istnieje.
Ciekawostka: badania wykazują, że 27 grudnia notuje się rekordowo wysoką sprzedaż aspiryny, herbaty ziołowej i filmów komediowych. To chyba nie przypadek.